Januszewo

Blog Elżbiety Zdun

Goście

Odwiedza nas 68 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Użytkowników:
12
Artykułów:
178
Odsłon artykułów:
218719

O mnie

 

      Czas wreszcie coś napisać, może nie zupełnie o mnie. Trudno się obnażać nawet przed ewentualnym anonimowym czytelnikiem. Januszewo piękna nazwa miejscowości. Okazało się,że aż 5 innych miejscowości w Polsce ma to samo miano. Nawet na Białorusi,gdzie znajduje się zabytkowy dwór Rudominów. Jednak nasze Januszewo chyba jest najstarsze. Właśnie niedawno bo 11 listopada br. obchodziliśmy 700-lecie istnienia naszej wsi. Uroczystości rozpoczęły się mszą świętą. Bardzo ładne kazanie wygłosił nasz proboszcz  Ryszard Dębski. Nie wiem jak inni mieszkańcy, ale ja byłam bardzo wzruszona. Tym bardziej,że było to również nasze święto państwowe, a jak wiadomo "Naród, który myśli o przyszłości musi znać i szanować swoją przeszłość". Bardziej oficjalne uroczystości obchodów naszego jubileuszu, odbyły się na świetlicy w dniu 17 listopada. W uroczystości tej wzięli udział mieszkańcy ,a także wice-burmistrz Susza pan Zdzisław Zdzichowski i radny naszego obwodu pan Bogusław Dziki. Pan burmistrz nie przyjechał z pustymi rękami. Przywiózł tort z okazjonalnym napisem,zaś na ręce pani sołtys Agnieszki  Słodowskiej przekazał piękny obraz  z wizerunkiem koni.Wiadomo ,że konie to "umiłowanie" naszego burmistrza. Był również toast za pomyślność naszej wiekowej wsi wzniesiony lampką szampana. Były też tańce przy muzyce naszego lokalnego muzyka pana Mariana Dąbrowskiego. Młodzież bawiła się świetnie,a później w tany poszli również dorośli mieszkańcy. Były też wystrzelone na wiwat race. Trzeba przyznać, że święto się udało i chyba ci co przybyli nie mogli narzekać. Myślę,że potrzeba więcej działań ze strony rady sołeckiej aby wieś uaktywnić. Dzieci i młodzież na pewno włączą się w tę działalność, gdy my dorośli wskażemy im drogę.29.11.2012.

 

CZWARTEK 

      Cały dzień leje deszcz.Ponuro i smutno. Ludziom nawet nie chce się ust otworzyć bo może napadać. Aura niestety niezbyt sprzyjająca na kontakty jakiekolwiek. Wszyscy siedzą w domach i zapewne oglądają seriale. Nie przepadam za serialami,  więc ich nie oglądam. Na świetlicy z dziećmi przygotowujemy jasełka. Jak na razie dzieci pełne optymizmu, oby zapał ich się nie ostudził. Słuchając kolęd w ich wykonaniu ciepło mi na duszy i radość, że zbliża się ten dzień wigilii Bożego Narodzenia. Cieszy mnie fakt, że chęć uczestniczenia wyraziło 12 dzieci. Miło mi, że moje dzieci wspierają mnie w tej pracy i pomagają mi. Każda twórcza myśl i pomoc jest niezbędna. Taka miejscowość jak nasza to pustynia kulturalna. Wspominając swoje dzieciństwo lata temu miałam większy dostęp do kultury niż te dzieci. A przecież to jest XXI - wiek.!!! Szkoda mi dzieci. To przecież nie ich wina, że mieszkają tu, gdzie mieszkają. W mieście dzieci muszą mieć zapewniony dostęp do kultury, a tutaj bylejakość. Słodka bułka w czasie ferii, jakiś jednorazowy wypad na basen i wystarczy. Nie ma środków na inne formy pracy. "Pani" ekonomia decyduje o wszystkim. Wszystko musi się opłacać. Do każdego przedsięwzięcia potrzebny biznes plan. Dzieci to przecież nasza przyszłość. To nie sloganowe stwierdzenie. Każdy polityk powinien serio traktować swoje własne słowa i to co obiecał w miarę możliwości realizował.

12.01.2013 sobota

"Ze wspomnieniami dzieje się

jak z zapomnianą piosenką;                                       

niech do ucha takt doleci,

od razu przypominają się i słowa, i nuta.

Pamięć jest echem,trzeba tylko,                                     

by je jakiś głos rozbudził,

a wówczas człowiek na nowo

słyszy i widzi,i czuje."

Henryk Sienkiewicz

 

 

kś. Jan Twardowski

"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą.

Zostaną po nich buty i telefon głuchy..."

 

 

 

 

 

 

     Takie refleksyjne wiersze czasami siedzą we mnie.Na pewno z wiekiem częściej.Prawda jest taka,że dużo czytam o innych, ale nic nie piszę o swojej rodzinie. Zacznę od swojego ojca Henryka Smulikowskiego. Jego rodzice to Antoni i Michalina Smulikowscy. Rodowód szlachecki.Wielokrotnie rozmawiałam ze swoją babcią, która opowiadała mi o swoich młodych latach. Historie te były bardzo ciekawe. Niestety, jako że byłam młoda i żyłam w zupełnie innych realiach nie bardzo się tymi opowiadaniami interesowałam. Zapamiętałam tylko historię o powozie z herbem. Szkoda,że wówczas byłam taką ignorantką.W późniejszych latach podejmowałam ten temat z moim ojcem, który niezmiennie mówił, że najważniejszą rzeczą jest po prostu być dobrym człowiekiem. Sam fakt szlachectwa zobowiązuje nas więcej do doskonalenia siebie niż innych.

      Mój tata urodził się w Sokołowie Podlaskim i z miejsca urodzenia byłym typowym mieszczuchem. Rok 1928  to był rok,gdzie Polska świętowała pierwsz 10-lecie odzyskania niepodległości. W tym też roku Kościół katolicki zmienił przysięgę ślubną dla kobiet usuwając fragment zobowiązujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Rozpoczęto budowę linii kolejowej z Gdyni na Śląsk. Dzieciństwo mojego ojca było bardzo krótkie. Zresztą nie tylko jego. 1września 1939 r.wybuchła II-ga wojna światowa.Mój ojciec nie poszedł  już do szkoły, które pozamykano. 17 września tego samego roku Rosjanie napadli na Polskę.

      Sokołów Podlaski  położony jest na zachód od Warszawy około 100km. Nie umiem sobie wyobrazić tego małego chłopca,który podjął decyzję o wstąpieniu do wojska. Chciał walczyć z okupantem i bez zgody swojej matki wstąpił do wojska. Mając 14 lat już czynnie brał udział w wojnie. Niestety nigdy nie chciał ze mną rozmawiać na temat wojny. Zawsze mi mówił, że jak będzie miał wnuka to mu będzie opowiadał. Niestety zmarł, gdy Krzysiu miał 4 lata. Mój tata to był człowiek bardzo oczytany. Mieliśmy w domu sporą bibliotekę. Czytał, czytał i czytał. Odkąd pamiętam to była jego jedyna pasja. Tym zaraził nas dwie córki, jak również młodsze pokolenie. Magdzia, Krzysiu i wnuk Dorian. Nie wiem skąd się to bierze na pewno zapisane to w genach,ale zarówno Krzysiu i Doruś lubią ten sam gatunek literatury  fantastykę. Co prawda mój tata dużo czytał książek historycznych ,oni nie bardzo gustują w tej literaturze. Za to ja bardzo.

       Pamiętam, jak mój tata bardzo przestrzegał pewnych zasad. Nie wolno było wstać od stołu,gdy tata jeszcze jadł.Wkurzało mnie to, bo nie lubię siedzieć przy zastawionym stole. Nie wolno było się spóźniać, chociażby o pięć minut. Za to była kara. Musiałam z tatą  grać w szachy. Nie lubiłam tego bo zawsze przegrywałam. Były w niedzielę po mszy rodzinne spacery. My dwie wystrojone szłyśmy przodem, rodzice za nami. Chodziliśmy do kawiarni, czasami do cyrku lub, gdy w mieście był lunapark na karuzelę. Latem na basen. To właśnie tata nauczył nas pływać. Myślę, że każdy rodzic zostawia w nas coś po sobie. Dobrego i złego. Mój na pewno więcej dobrego. Życzyłabym sobie,aby moje dzieci mogły to samo powiedzieć o nas. Rozumiem dlaczego ksiądz Twardowski w swoim wierszu  napisał, tak jak napisał. Był księdzem więc nie miał dzieci. Mój tata po sobie zostawił nas, wnuków, prawnuków. Zostawił po sobie historię o walecznym synu pułku najmłodszym żołnierzu, zostawił w nas miłość do ojczyzny. Za to wszystko jestem mu wdzięczna.

Człowiek nie umiera,dopóki choć jeden człowiek o nim pamięta.